Szanowni Państwo zachęcam do wyrażania własnego zdania - propozycje tekstów można przesyłać na poniższy adres.
Prześlij swój tekst
Jako autor strony zastrzegam sobie prawo do selekcjonowania nadesłanej korespondencji, skracania wypowiedzi, bądź zamieszczania tylko wybranych fragmentów.
Przypominam, że publikacja opinii i stanowisk nie świadczy o tym, że je popieram czy uważam za słuszne.
Niniejszy dział ma służyć Państwu zarówno do wyrażania własnych poglądów w szerszym zakresie niż ma to miejsce w dziale "Opinie", jak też do ich kształtowania. Mam także nadzieję, że zawarte tu myśli skłonią do własnych refleksji nad poruszaną problematyką.
„Dyskusja bez sensu”
Na wstępie pragnę zaznaczyć, iż nie jestem zagorzałym katolikiem i nie zawsze postępuje zgodnie z dekalogiem. Jednak treść i znaczenie piątego przykazania pozostanie dla mnie takie samo. Nie zabijaj. Moje stanowisko w sprawie aborcji jest wprost adekwatne do tego przykazania. Niestety, muszę przyznać, że nie zawsze myślałem w taki sposób i takimi kategoriami. Właśnie dlatego postanowiłem napisać ten artykuł. Naprawdę wstydzę się moich wcześniejszych wygłoszonych tez i zdań w związku z tym haniebnym procederem.
Jakiś czas temu siedziałem w sali lekcyjnej i drukowałem jakieś materiały. Jednocześnie odbywała się tam lekcja religii i był poruszany temat aborcji. Ja podniosłem rękę i powiedziałem, że jest na „tak” dla tej sprawy. Ksiądz prowadzący zajęcia nie krył oburzenia i kazał mi opuścić pomieszczenie. Ja z grymasem niezadowolenia, a być może trochę pogardy wychodziłem z sali. Do dzisiaj wstydzę się swoich słów i nie mogę spojrzeć temu kapłanowi w oczy. Być może nie przemyślałem wtedy wszystkiego i z czystej niewiedzy oraz głupoty wypowiedziałem taka opinię. Zapewne pytacie skąd taka diametralna przemiana?
W zmianie sposobu myślenia pomogły mi lekcje wychowania do życia w rodzinie. Pani pokazała nam wiele filmów poruszających problem aborcji. Oglądając kolejne obrazy nie kryłem smutku oraz przerażenia i zbierało mi się na mdłości. Również istnieje inny bardzo poważny powód mojej zmiany stanowiska w tej sprawie. Całkiem niedawno dowiedziałem się, że ginekolog, który odbierał poród, był znany z wykonywania aborcji. Dokonywał tego „zabiegu” nawet w szóstym miesiącu ciąży! Wtedy doszło do mnie, że ten człowiek owszem uratował mi życie, ale był skłonny również mnie zabić, oczywiście za odpowiednią opłatą. To ma być lekarz? Naprawdę teraz wstydzę się, że noszę takie imię jak on.
Nie chciałbym nikogo zanudzać tekstami stricte kościelnymi, że człowiek ma prawo do życia od poczęcia aż do śmierci, gdyż wielokrotnie osoby bardziej kompetentne ode mnie o tym mówiły. Przyznam, że nie zawsze zgadzam się z moimi rodzicami w pełnej rozciągłości. Dochodzi między nami do różnych niesnasek. Czy w tym momencie mają prawo do zabicia mnie? Przecież im przeszkadzam i nie są ze mnie zadowoleni. Jednak nasz system sprawiedliwości zabrania morderstwa. Więc dlaczego mamy zabijać niewinnych? Człowiek nie ma prawa podnieść ręki na innego w żadnej sytuacji. Obojętnie czy ta osoba ma 18, 30, 50 lat czy istnieje tylko w łonie matki i nie ma prawa „głosu”.
Doprawdy irytują mnie argumenty organizacji proaborcyjnych (tworzonych w większości przez feministki), które walczą o prawo matek do aborcji. Moim skromnym zdaniem takie osoby powinny jak najszybciej znaleźć się za kratkami. Pytacie dlaczego? Przecież one agitują do prawa dla swobodnego i niekaralnego morderstwa. Wszyscy mówią zawsze o prawach nam przysługujących. Tylko nie rozumiem z jakiego powodu zapominamy o naszych obowiązkach. Obowiązkach matki jest urodzenie dziecka. Nie może mieć prawa do pozbycia się tej niewinnej istoty. Naprawdę nie wiem jak ustosunkować się do postulatów tych organizacji. Dla mnie jako normalnie(poprawnie) myślącego człowieka ta dyskusja traci sens. Morderstwo zawsze pozostanie morderstwem. Matka nie może mieć nigdy prawa do zabicia dziecka. Owszem w łonie matki możemy taki organizm nazwać płodem. Ale po pewnym czasie z tego kolokwialnie nazwanego płodu powstanie człowiek taki jak inni. Nie chcę tu mówić o czysto matczynych odczuciach, które powinny nie dopuścić do myśli aborcyjnych.
Z ogromnym zażenowaniem czytam słowa naszego prawa, które umożliwia aborcję w pewnych przypadkach. Czy dziecko jest winne, że kobieta została zgwałcona? W czym ono jest gorsze od innych? Nie rozumiem powodów, dla których mamy pozbawić je życia. Niektórzy mogą nazwać taką osobę „niechcianą”. Nawet w takim momencie Bóg czy kodeks moralny nie zezwolił nam na działanie wbrew rozsądkowi, uczuciom czy piątemu przykazaniu.
Jednak w pewnym przypadku doprawdy ciężko mi zając jasne stanowisko. Mianowicie mówię tutaj o możliwości aborcji, gdy zagrożone jest życie matki. Nie chciałbym tutaj rozsądzać nad ważnością życia matki czy nienarodzonego dziecka. Obydwoje mają takie samo prawo do życia, ale czy to dziecko może urodzić się kosztem życia matki? Nie chciałbym wysnuwać daleko idących wniosków. Dlatego zostawię ten przypadek i niech inni(bez wątpienia mądrzejsi) podejmą decyzję. Jednak apelowałbym, aby rozważyli wszystkie za i przeciw. Również postępowanie zgodnie z kodeksem moralnym czy zasadami medycyny jest bardzo wskazane.
Ostatnio przeczytałem bardzo żałosną informację. Mianowicie niektórzy w Polsce walczą o prawo do aborcji z powodu... trudnej sytuacji materialnej. To jest prawdziwy skandal! W poprzednich akapitach ująłem sprawy bardzo dyskusyjne, gdzie z obydwu stron mogą paść rzeczowe argumenty. Jednak w tym przypadku dalsza polemika wydaję się rzeczą zbędną. Nie chcę mi się tutaj pokazywać kolejnych argumentów, gdyż każda osoba wdająca się ze mną w debatę w tej określonej sytuacji nie powinna nawet przyznawać się do tego. Mogę to ująć tylko w postaci cynizmu czy bezduszności. Musiałbym użyć bardziej dosadniejszych(wulgarnych) słów, aby scharakteryzować takie osoby i ich samolubne myślenie.
Teraz chciałbym zając się sprawą tych niechcianych, narodzonych już dzieci. Nie musimy usuwać ciąży, aby pozbyć się „problemu”. Jestem w stanie zrozumieć, że niektórzy nie są gotowi do rodzicielstwa i nie chcą po prostu tego dziecka. W takim przypadku można zdecydować się na oddanie dziecka do adopcji. Po problemie, a kolejny człowiek ma szansę na godne życie.
Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych już za nami. Wygrał Barack Obama. Wszyscy po wątpliwie udanej prezydenturze jego poprzednika mają nadzieję na poprawę sytuacji. Obietnice elekta są duże. Do pewnego momentu byłem jego zagorzałym orędownikiem. Niestety, przeczytałem ostatnio, że ten pan chce postąpić zgodnie ze zdaniem organizacji proaborcyjnych i dopuści do legalnej aborcji w każdej sytuacji. W tym momencie ta osoba straciła w moich oczach cały szacunek i respekt. Ja mówię „NIE” dla Pana Obamy. Czy zastanowił się pan, co by było gdyby pana matka miała możliwość usunięcia ciąży i dokonała tego? Teraz zrealizował pan swoje marzenia i jest przywódcą światowego mocarstwa. A mogło wszystko potoczyć się zupełnie inaczej...W tym miejscu proszę o spokojnie i racjonalne wygłaszanie podobnych słów.
Podsumowując moje przydługawe wywody, reprezentuje jedyną racjonalną stronę. Nawet nie muszę słuchać argumentów mi opozycyjnych, gdyż każda polemika ze mną jest z góry skazana na porażkę. Mam dopiero 18 lat, ale przez ten cały czas byłem wychowywany w duchu katolickim i dla poszanowania godności innych. Nie ukrywam, że w kwestionuję politykę Kościoła i nie każda jego decyzja napotyka na moją aprobatę. Jednak w przypadku aborcji muszę zgodzić się pełnej rozciągłości ze Stolicą Apostolską. Nie ze względu, że jestem wyznawcą religii katolickiej. Po prostu walczę w obronie życia. Aborcja jest morderstwem najgorszym ze wszystkich, gdyż ofiarą są najbardziej niewinni i bezbronni. Pozwólmy każdemu żyć...
Zastrzegam sobie prawo do powyższego tekstu i jego formy. Zabraniam kopiowania i upowszechniania czegokolwiek bez mojej oficjalnej zgody.
M.